Stresujesz się na zawodach? Praca z coachem.

Moja historia – dlaczego zdecydowałam się na pracę z coachem?

Jeśli czytasz ten wpis to prawdopodobnie szukasz odpowiedzi na pytanie, czy jesteś w stanie sprawić, aby zawody nie wiązały się z olbrzymim stresem. Ja też kiedyś zadawałam sobie to pytanie. Zawody były dla mnie źródłem olbrzymiego wręcz napięcia. Czułam się jak „mumia” – blada twarz, nie do końca wiedziałam co się dzieje na około mnie, nogi jak z waty a w brzuchu stado koni.  Najgorsze było jednak to, że pies czuł, że „nie jestem sobą” i nie dawał z siebie tyle, ile mógłby. Mój stres go również obciążał. Jakby pytał: Kim jesteś? Nie znam cię! Pojawiały się więc błędy, sygnały stresu…

Czy tak powinny wyglądać zawody, które są podsumowaniem naszych treningów, ukoronowaniem codziennych wysiłków, świętem moim i mojego psa? NIE! Potrzebowałam więc pomocy.

 

I kiedy czegoś bardzo potrzebujesz, to się zjawia w twoim życiu:)

Poznałam Anię, coacha, na którymś seminarium o psach. Ja ze swoją nieuporządkowaną głową, ona – nieuporządkowanym psem. Idealnie. Zaczęłyśmy bardzo intensywną pracę nad moimi przekonaniami, nastawieniem, planowaniem treningów i zmianami w myśleniu. Nie było łatwo. Bo nawet jeśli coś „pojęłam logicznie”, to emocje szły swoją drogą. Szczególnie za zawodach „stary” program wracał. Ale z czasem zaczęłam się przestawiać… Zobaczyłam światełko w tunelu.

 

Coach czy psycholog sportu?

Pracowałam z coachem przez 1,5 roku. Aktualnie spotykam się z psychologiem sportu. Za mną więc już ok 8 lat pracy mentalnej. Jakże to cenne 8 lat!

Kim są takie osoby, co mogą zaoferować? Przede wszystkim to wsparcie, drogowskaz, który pokazuje ci, że masz WSZYSTKIE ZASOBY, jakich potrzebujesz do OSIĄGNIĘCIA SUKCESU. Tylko nie wiesz, że je masz… Coach czy psycholog pomaga ci je odkryć, dotrzeć do nich, uświadomić sobie swoją moc. Budujecie razem twoją pewność siebie, pomocne rutyny przedstartowe czy ODPOWIEDNIE reakcje na „porażkę” i użyteczne narzędzia, które w kryzysowych sytuacjach pomagają odnaleźć właściwą drogę. A różnice? To zależy też od osobowości danego mentalnego trenera. Niewątpliwie musi miedzy wami „zagrać”. Musisz się czuć komfortowo. Coach na pewno bardziej motywuje, aktywizuje, ale jest droższy (nawet ok 300zł za sesję!). Psycholog pracuje bardziej spokojnie, sukcesywnie, ale jego usługi są zazwyczaj tańsze (ok 100zł). W obu przypadkach nastawienie jest na PRZYSZŁOŚĆ, nie grzebie się w przeszłości, dzieciństwie i traumach. Zawsze to ty dyktujesz tempo i sygnalizujesz nad czym potrzebujecie teraz popracować. Specjalista pomaga ci nazwać problem, spojrzeć na niego inaczej i dojść do rozwiązań, zrobić plan i go wdrożyć.

 

Praca nad sobą to proces przez całe życie

Na początku potrzebowałam spotkań co tydzień. Aktualnie spotykam się z psychologiem raz na miesiąc i czasem dodatkowo przed zawodami lub jeśli CZUJĘ, że w mojej głowie wyrastają jakieś chwasty (niepokojące myśli). Teraz już umiem je namierzyć i nazwać. Często nawet sama rozpracować. Mam juz narzędzia do tego:)

Pamiętaj, że efekty na pewno przyjdą. Jak szybko? To zależy od tego, z jakiego punktu zaczynacie pracę, czy jesteś otwartą osobą i jak bardzo pragniesz zmiany, i dostrzegasz jej potrzebę 🙂 U mnie pierwsze efekty pojawiły się po ok 3-4 miesiącach pracy. Po kolejnych 4 byłam już tak wyluzowana na zawodach, że musiałam pobudzać się podskokami 😀

Warto wiedzieć, że lekkie napięcie zawsze powinno ci towarzyszyć podczas startu – ma mobilizować. Ale nigdy blokować!

 

Dlaczego się stresujemy?

fot: Alicja Boruczkowska

  1. Opinia innych – zbyt dużo energii i czasu tracimy na rozmyślania nad tym, co o nas pomyślą sobie inni. A tak naprawdę…

Każdy przede wszystkim myśli o… sobie!: swoich przebiegach, porażkach i bublach. Tak jesteśmy skonstruowani i …wychowywani. Czasem więc kwaśna mina obserwatorów, jaką widzisz po swoim przebiegu, nie dotyczy ciebie, a ich samych. Dobry coach potrafi nauczyć cię jak radzić sobie z presją otoczenia, która najczęściej jest tylko w twojej głowie… A jeśli czasem pojawia się „coś” (plotka, „życzliwa” koleżanka) to potrafisz się od tego odciąć i dalej robić swoje. Przecież startowanie i trening z psem, to twoja prawdziwa pasja! Nikt nie jest w stanie tego zepsuć. Zawsze też jeśli coś nie pomaga (opinia innych), wywalasz to (wywalasz śmieci ze swojej głowy). Koniecznie obejrzyj film „Siła Spokoju”.

2. Brak poczucia kontroli nad tym, co się dzieje na zawodach, nad zachowaniem psa podczas startu.

Poczucie kontroli. To coś, co trudno odpuścić. Coś, co wielu z nas trzyma kurczowo. A na zawodach nie masz już za dużo kontroli nad swoim psim sportowcem. Na treningu do kontroli używasz nagród, może czasem korekty, smyczy, wrzucenia do klatki, upomnienia… Na zawodach nie masz tego. To może rodzić duży stres: a co jak nie znajdzie kwadratu, odbiegnie i zacznie wcinać trawę lub się zawącha, zawiesi, nie dosłyszy komendy lub ja zignoruje?!?  Dlatego… przerzucamy kontrolę z psa na… siebie 🙂 Wybierasz 2-3 zadania, które kontrolujesz. Co to może być? Trzymanie wyprostowanych ramion, nie odstawianie lewej ręki, robienie mniejszych kroków, patrzenie do przodu, skupienie się na dobrej rozgrzewce siebie i psa. I po starcie rozliczasz się tylko z tego. Jeśli jakieś zadanie wejdzie już ci w nawyk, bierzesz sobie inne rzeczy do kontrolowania;) Może uśmiech na twarzy lub wspieranie w przejściach swojego psiaka?

Uczeń zapytał Mistrza:

„Długo trzeba oczekiwać zmiany na lepsze?”

„Jeśli chcesz oczekiwać – to bardzo długo!”

 

De….co? Dekatastrofizacja i inne ćwiczenia

Codziennie wyobrażaj sobie taki sam obrazek. Może to być ptak na niebie lub morska fala… Już po kilkunastu sekundach zauważysz, że zaczynasz myśleć o czymś innym. Rozpraszasz się. Jednakże po kilkunastu dniach treningu jesteś w stanie wydłużyć czas wyobrażenia. (to całkiem jak trening koncentracji z psem!). Uświadamiasz sobie, że masz WPŁYW na swoje myśli. To było moje pierwsze odkrycie. Nie jestem skazana na to, co mi się w głowie ciska, a czego bym nie chciała tam widzieć czy słyszeć. Kolejne odkrycia szły już coraz szybciej.

Jednym z moich ulubionych ćwiczeń jest dekatastrofizacja. Trudna nazwa, ale warto ją zapamiętać;) Ćwiczenie polega na rozmowie z coachem, którą zapisujemy na papierze (to co zapisane, staje się dla nas jaśniejsze). Zaczynamy od określenia poziomu stresu, gdy przedstawiamy problem, który nas męczy (w skali od 1 do 10). Trener zadając pytania, doprowadza nas do odpowiednich konkluzji, które niesamowicie napięcie obniżają.

Spójrz, jak to może wyglądać:

Ja: boję się, że mój pies na zawodach będzie rozpraszał się podczas przejść, a nawet ucieknie.

C: Co się wtedy stanie?

Ja: Zostanę zdyskwalifikowana i będzie mi wstyd przed środowiskiem.

C: Co się wtedy stanie?

Ja: Wrócę do domu, otrę łzę i wezmę się do roboty! Zrobię plan, pojeżdżę na seminaria, pooglądam yt, podyskutuję z innymi zawodnikami i znajdę rozwiązanie!

C: Co to o tobie świadczy?

Ja: Trening z psem, obedience to moja prawdziwa pasja i się nie poddaję! Dojdę tam, gdzie chcę!

I nagle odkrywam, że problem pt: „mój pies się rozproszy”, nie oznacza końca świata a… rozwój! I stres… opada.

fot: Tomasz Seruga

Trenerzy mentalni mają dużo fajnych ćwiczeń i zadań, które pomagają nam uświadamiać sobie pewne rzeczy i procesy. Ta wiedza jest niezwykle przydatna w ustaleniu ODPOWIEDNICH zadań i priorytetów na zawody. I wierzcie mi, to nigdy nie są medale, puchary i miejsca na podium. Nie mogą być – bo sukces zależy od wielu czynników na które nie mamy wpływu. Ale mamy wpływ na swoją głowę, a to tam się rodzi sukces, to tam przekraczamy linię mety.

 

Wizualizacja – najpotężniejsze narzędzie

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o najważniejszym narzędziu jakim jest trening wyobrażeniowy. Nie zalicza się do łatwych (wymaga koncentracji, prób, treningu), ale zdecydowanie warto! Chodzi o to, aby codziennie poświęcić kilka minut (na początku można próbować wyobrazić sobie tylko np rozgrzewkę i wejście na ring, lub kilka ćwiczeń) na wyobrażanie sobie swoich startów w danej dyscyplinie. Ważne, aby widzieć, czuć i słyszeć jak najwięcej rzeczy (piasek pod stopami, wiatr na twarzy, sędziego, komisarza) oraz, aby wszystko było pozytywne (czyli bez wpadek). Dopiero po jakimś czasie można zacząć dodać i „trenować” w swojej głowie reakcje na różne nieprzewiane lub niepodążane sytuacje na ringu. Dla naszego umysłu nie ma znaczenia czy coś się dzieje „naprawdę” czy tylko odgrywa się w naszej głowie. Czemu tego nie wykorzystać i być bardziej gotowym (bo już to „przeżyłam”)?

 

Umysł wpływa na ciało a ciało na umysł, czyli jeszcze więcej ćwiczeń

Pomocne są również czysto fizyczne ćwiczenia takie jak:

  • głębokie oddechy (wolne wypuszczanie powietrza; codzienny trening liczenia wydechów do  min 10)
  • oddychanie przez słomkę lub specjalny dyfuzor tlenu (bardzo skupia mózg na byciu tu i teraz)
  • wyobrażanie sobie ciepłego miodu rozlewającego się w mięśniach
  • picie wody małymi łyczkami
  • słuchanie muzyki, która cię motywuje
  • powtarzanie w głowie słów, które cię motywują
  • dostarczenie sobie dobrego paliwa (suszone owoce, kasze, warzywka) a nie fast foodów czy słodyczy.

Zmień swoje myśli, a zmienisz swój świat…

Doceń drogę, którą idziesz i w niej szukaj szczęścia, nie gdzieś indziej (jak osiągnę to i to, to będę dopiero szczęśliwy). Zbyt często ludzie rozpamiętują przeszłość lub żyją w przyszłości. Nie pędź więc za sukcesem – przegapisz wiele ważnych rzeczy. Ważne jest tu i teraz. A przeszkody i wyzwania nie stoją na twojej drodze – one są drogą:) Tylko trzeba je odpowiednio widzieć (motor do zmian, do rozwoju, do samodoskonalenia).

 

Co jeszcze możesz zrobić?

  • dobrze się przygotuj: spakuj mapkę, smaki, zabawki, książeczkę startową i zdrowia psa, opłatę za start i dowód opłaty rocznej składki na Związek Kynologiczny,
  • nie bez znaczenia też jest dobre przygotowanie siebie i psa (regularne treningi, dobra dieta, dobra kondycja, masaże, zadbany ubiór),
  • ustal plan tego, co zrobisz po przyjeździe na miejsce zawodów – poczujesz się pewniej, nie będziesz się miotać,
  • nie trać energii na imprezy, zbędne rozmowy – szczególnie, jeśli są negatywne i skupiają się na tym, co nie wyszło. To jest ci totalnie zbędne!
  • nie oglądaj innych zawodników na ringu, chyba, że cię inspirują,
  • skup się na sobie, swoich odczuciach (będzie o czym rozmawiać z coachem), zadaniach,
  • skup się na psie – daj mu wsparcie, zapewnij komfort i dobrą zabawę,
  • po starcie nie omawiaj ze wszystkimi w koło (i także ze sobą) tego, co nie wyszło. To teraz nie ma znaczenia. Rozliczasz się tylko ze swoich zdań. Resztę wrzucisz do planu i zrobisz z psem na treningu:)

Polecam:

„Coaching. Restauracja osobowości” Maciej Bennewicz

„6 Filarów poczucia własnej wartości” Nathaniel Branden

Film: „Siła spokoju”

Kanały na yt:

1) Rozwojowiec; np ten filmik

2) TEDx np. Prezentacja Mai Włoszczowskiej tutaj lub tutaj.

 

Podsumowanie:

Sesje coachingu to jedna z najlepszych inwestycji, jakie dla SIEBIE zrobiłam. Zmiany w myśleniu i nastawieniu nie tylko pomogły mi podczas zawodów, ale również mają wpływ na lepsze kontakty z ludźmi, radzenie sobie z problemami życia codziennego, na spokój umysłu i bycie TU i TERAZ. Bo gdzie indziej jest nasze życie? Warto czerpać z niego garściami, realizować siebie i swoje cele. A do tego czasem przyda się pomoc z zewnątrz:)