Przynieś! Rzecz o aporcie: podgryzanie i inne problemy.

Aport jest jednym z najważniejszych ćwiczeń w obedience. Zawsze wysoko punktowany, stał się jednym z wyznaczników dobrego przygotowania psa do zawodów. W tym ćwiczeniu jest wiele elementów, które mogą się zepsuć: zaczynając od przyklejonego zadka i „otwartej” psiej głowy przy wyrzucaniu przez nas koziołka lub przy rozkładaniu przez komisarza „kierunków” w wyższych klasach, poprzez podebranie, bardzo karane „bawienie” się łapami, prędkość „do” i z powrotem”, stabilne trzymanie, dostawienie do nogi bez podgryzania, spokojne wyczekanie przy odbieraniu, aż po szybką reakcję na hasło „puść”…  Temat jest więc dość głęboki i szeroki. Koniecznie przeczytajcie wpis kilka razy i jeśli wciąż będziecie mieli wątpliwości „z czym to się je” – śmiało możecie wyżalić się w komentarzach. Na pewno się odniosę:) To do rzeczy!

fot: Tomek Seruga

Układanka z puzzli

Łatwiej psu wytłumaczymy ćwiczenie, jeśli je podzielimy na jak najwięcej drobnych kawałków. Wszystkie przerabiamy bardzo dokładnie. Nie warto przeskakiwać lub pomijać jakiś etapów, bo na pewno się to na nas zemści w niedalekiej przyszłości. Szczególnie takie rzeczy lubią wychodzić na zawodach 😛 Znacie to, prawda?

Warto również wiedzieć, że nawet po złożeniu wszystkiego w całość – prawdopodobnie i tak będziemy ponownie wracać do poszczególnych elementów. Tym bardziej wtedy wiedza o tym, jak składać aport „z puzzli” przyda się do prac remontowych 😀 Każdy, kto trochę już w obi siedzi wie, że powrót do podstaw to naturalny element tej dyscypliny.

Moje ulubione zdanie naszego skoczka Kamila Stocha brzmi: Nawet mistrz musi wracać do ABC”. Nie raz to zdanie mnie „ratowało”, gdy zdawałam sobie sprawę, że znów coś muszę przepracować.

Podstawy dobrego aportu

Mamy 2 najważniejsze ćwiczenia, które składają się na podstawę dobrego aportu: trzymanie i wysyłanie po koziołek. Od którego z nich zacząć? Zazwyczaj zaczynam od wspólnego trzymania, ale w ruchu (wspólne trzymanie w statyce opisałam niżej). Ożywiając aport w naszych dłoniach, lepiej psa zachęcimy do tego, aby go gonił i ZŁAPAŁ. Nawet na chwilkę. Bardzo wtedy psiaka nagradzam (nie zapominamy o sygnale nagrody, aby zaznaczyć psu odpowiedni moment, czyli złapanie, a nie puszczanie). Czasem jednak opór, niechęć do wzięcia drewna jest zbyt duży. Wtedy przechodzę do ćwiczenia podgrzewającego – wyrzucam koziołek i ścigam się do niego z psem (to jedno z podstawowych ćwiczeń na nakręcanie psa na zabawę, zasadzające się na konkurencji. Zobacz ten wpis: <KLIK>. To daje większą szansę na chwycenie przez czworonoga przedmiotu. I znów – mocno nagradzam takie zachowanie uciekającym jedzeniem lub zabawą – ważne, aby emocje przy nagrodzie były stosunkowo wysokie.

UWAGA: nie podkręcajcie nagrodą ZBYT wysoko, bo pies Wam nie wróci do łapania drewna – będzie tylko pochłonięty myśleniem o szarpaku lub zbyt atrakcyjnym jedzeniu (tu się kłania kolejna z podstaw pracy z psem, który musi zrozumieć, że zadanie prowadzi do nagrody. Taki psi sportowiec więc kombinuje co ma zrobić, aby ją otrzymać i nie fiksuje się z wytrzeszczonymi oczami i „głupim” wyrazem pyska na naszej kieszeni czy saszetce).

Po kilku takich sesjach probuję wrócić do trenowania trzymania w ruchu. Mogę też przeplatać oba ćwiczenia tak, aby nie było nudno i pies był wciąż zainteresowany. Gdy już pies potrafi trzymać razem ze mną koziołek w ruchu, przy wyciągniętej przy tym nagrodzie i CZEKA z puszczeniem przedmiotu na sygnał nagrody, wiem, że mogę przejść dalej…

Trzymanie w statyce – wyższa szkoła jazdy

To ćwiczenie zbliża nas już do efektu finalnego – czyli nie podgryzania przez psa przedmiotu trzymanego między jego zębami. Dla wielu jest to najtrudniejszy etap, bo pies chętnie wtedy zaczyna memłać, podrzucać, podgryzać, przeżuwać i wypluwać biedne drewno. Dlaczego? Bo ma utrwalone zachowanie z zabawy patyczkami, szarpakami i… nie wie jeszcze, że TERAZ chodzi nam o stabilne trzymanie. Trudności całej procedurze dodaje fakt, że znaczna większość przewodników przy tym ćwiczeniu zaczyna się spinać, co czworonogi momentalnie wychwytują! Ale po kolei. Wykorzystajmy umiejętności nabyte w poprzednim rozdziale: wspólne trzymanie w ruchu. Gdy już masz ten etap, stopniowo redukuj prędkość poruszania się, aż uda się na chwilę psa zamrozić z zębami na drewnie. Pomocne są tutaj: widok zabawki, jedzenie na dłoni, czyli samokontrola lub/i napinanie przez nas drewna w swoją stronę tak, aby pies musiał bardziej się postarać zacisnąć zęby. W przypadku, gdy chwyt poluzuje, drewno mu „ucieknie” z pyska. Po co jest widoczna nagroda? Aby pomóc psu skupić się bardziej na nagrodzie, niż na tym, że ma coś między zębami.

Z innych, bardzo wartościowych ćwiczeń warto też wypróbować podawanie psu do trzymania koziołka z … tylko jednym boczkiem lub baaaardzo długiem gryfem. Chodzi o to, aby musiał trzymać koziołek bardziej AKTYWNIE, i nie miał możliwości zawieszenia go sobie na zębach. Na podobnej zasadzie działają przytroczone do boczków koziołka (np. mocnym zszywaczem) małe sznureczki. W naszym pobliżu (gdzie podgryzanie jest największe) łapiemy i pociągamy za sznureczek, co niejako zmusza psa do większego starania się, aby zaciskać szczęki na gryfie. Może to być też traktowane jako delikatne przypomnienie psu, tudzież „dotłumaczenie” zadania. Zrobione z wyczuciem i dużymi nagrodami, może być też użyte u psów delikatnych, „miękkich w pysku”. Pamiętajcie, że narzędzia są tylko narzędziami – to od nas zależy, jak i do czego ich użyjemy.

Grunt to nie zniechęcić

Pamiętacie o zasadzie, aby trening kończyć zanim pies się nie znudzi? W trenowaniu koziołka zasada ta wręcz jest złota 😀 Czasem widzę, jak przewodnicy chcąc „utrwalić”, „mieć lepsze powtórzenie”, „sprawdzić, czy na pewno pies rozumie” trzepią powtórka za powtórką. Bardzo łatwo w ten sposób zniechęcić psa do chwytania koziołka. Zresztą – w ten sposób można psa zniechęcić do wszystkiego. Dobrym pomysłem są też próby uczenia psa trzymania najpierw skórzanego gryzaka lub nawet zabawki. Może to również zmniejszyć naszą wewnętrzną presję, że „teraz to ćwiczmy ten ważny, trudny KOZIOŁEK pod zawody”. Grunt to dobra zabawa 😀

fot: Tomek Seruga

Wracając do drewna. Spraw, aby Twój pies pokochał koziołki. Jeśli zapała do nich miłością, łatwiej będzie wprowadzać kolejne etapy.

„Weź” i „trzymaj”, czyli podbieranie i nie podgryzanie

Aby lepiej psu wytłumaczyć, o co chodzi w ćwiczeniu z koziołkiem wprowadziłam dwa hasła. „Weź” oznacza podbierz koziołek z ziemi. Dodaję je więc, gdy koziołek wyrzucam lub, gdy leży obok. Natomiast hasło „trzymaj” trenuję osobno, gdy daję psu drewno (lub inne przedmioty) do trzymania. Dzięki takiemu rozróżnieniu jestem bardziej precyzyjna, i gdy w późniejszych etapach trenujemy np obieganie z koziołkiem w paszczy czy też dostawianie się – mogę psu pomóc powtarzając „trzymaj”. Zdecydowanie łatwiej wtedy pies skupia się również nad tym, aby nie wypluć aportu.

Turlanie łapami

Z tym problem spotkałam się u mojego własnego psa. Wei bardzo lubi, zanim weźmie koziołek do paszczy, jeszcze go sobie przeturlać kilka razy… Sędziowie obcinają za to spore punkty, warto więc wdrożyć środki zaradcze, zanim problem się utrwali.

  • zwiększenie motywacji: pobaw się ze swoim psem, wyrzuć koziołek i nagródź swojego psa za same łapanie drewna. Nie zapomnij nagrodzić go fantastyczną zabawą.
  • uniemożliwianie: czasem świetnie efekty przynosi niejakie uniemożliwienie psu używania przy tym zadaniu łap tak, aby „zauczył się” nowego zachowania. To może być położenie koziołka obok tyczki lub na jakimś podwyższeniu. W kolejnych etapach stopniowo odsuwamy aport od przeszkody.
  • utrudnianie: spróbuj ustawić koziołek bokiem (na jednym boczku) i nagradzaj psa tylko, jeśli weźmie koziołek bez użycia łap. Ćwiczenie przerabiaj blisko siebie, na spokojnych emocjach.
  • studzenie emocji: po wyrzuceniu koziołka i wysłaniu do niego psa, ale tuż przed jego podebraniem – zatrzymujesz psa komendą „siad”, „stój” lub „pac” i pozwalasz mu wziąć aport dopiero jak chwilkę ochłonie. Możesz też podejść do niego, nagrodzić go kilkoma smakami, odejść i spokojnie wysłać po koziołek. Czasem też możesz go zawołać do siebie. Taki trening otwartej głowy może też się świetnie przydać przy np. kierunkach – aby zatrzymać czworonoga, gdy pobiegnie do złego aportu.

fot: Tomek Seruga

Dostawianie do nogi – ostatni element układanki

Piszę o tym elemencie na samym końcu nie bez przyczyny. Wielu przewodników nie zdaje sobie sprawy, że dostawianie do nogi z koziołkiem przy nodze + siad, to dla psa ZBYT WIELE. Często samo dostawianie jest niedopracowane i pies nad tym elementem musi główkować. A my jeszcze dorzucamy mu trzymanie czegoś w paszczy. Zaczynają się schody, które często prowadzą do konfliktu. A ten do zwiększonego żucia przez psa drewna. Tylko tym razem nie dlatego, że nie umie go ładnie trzymać, ale stresuje się przyjściem do nogi, gdzie czeka na niego niezadowolony przewodnik… Dlatego najpierw upewnij się, że Twój pies rozumie, potrafi się dostawić z różnych kątów, w różnych stanach emocjonalnych, przy różnych rozproszeniach, z różnych prędkości i odległości. Dopiero wtedy możesz zacząć dodawać wykończenie ćwiczenia. Oczywiście ćwicz to osobno. Jeśli ie idzie, nie zniechęcaj się, nie denerwuj na psa, tylko zaplanuj jeszcze lepsze przygotowanie do tego zdania swojego sportowca.

Może pomóc:

  • nauka trzymania różnych przedmiotów (nawet cienkiego ołówka). Zrób z niego MISTRZA TRZYMANIA,
  • użyjcie miski – podstawki dla przednich łapek. To ten sam sprzęt, co do nauki dostawiania się. Najczęściej psy kochają to ćwiczenie – jest proste oraz dużo otrzymywały za to jedzonka. Taka miska może wiele psu wyjaśnić,
  • gruntownie przerób łączenie trzymania koziołka z różnymi ćwiczeniami, jak obieganie, podążania, siad, kółeczko, a nawet chodzenie przy nodze czy zmiany pozycji (!!!),
  • Przypomnij psu kilka razy dostawianie z rozproszeniami. Po tym dodaj trzymanie aportu, i już bez rozproszeń, pozwól mu się dostawić. Może sam Ci to zaoferuje. Czasem pomaga pokazanie psu ostatecznego obrazka – sadzasz czworonoga przy nodze i dajesz mu do trzymania koziołek. Nagradzasz. Po kilku powtórkach próbujesz znów go dostawić a drewnem w paszczy.

 

Drewniany mózg?

A co jeśli Twój pies traktuje koziołek jako najlepszą zabawkę na świcie? Podrzuca, bawi się nim i nie chce do Ciebie wrócić? Przecież ma swoją „wypłatę”. Po co mu stara piłka?

Dla posiadaczy takich „śmieszków” mam trzy rady:

  • zawsze miej psa lub… koziołek na lince (dzięki temu zarządzaniu unikniesz wzmacniania zachowania w postaci „dyndania” z koziołkiem),
  • pracuj na krótkich dystansach, unikaj rzucania koziołka daleko – gdy pies się rozpędza, zwiększa się jego pobudzenie, a więc i ryzyko, że rozochocony zrobi rundy honorowe wokół bezradnego przewodnika,
  • nagradzaj psa jedzeniem – działa zdecydowanie bardziej uspokajająco, a niższe emocje to jest to, czego Wam trzeba przy tym ćwiczeniu.

fot: Tomek Seruga

Samokontrola – ćwiczenia z ignorowaniem aportu

Do Waszych standardowo pojawiających się ćwiczeń w treningu, przyda się też takie z rozumieniem hasła na koziołek oraz umiejętnością… ignorowania go. Od czego zacząć? Ustaw obiegajkę kilka metrów od Was. Obok niej połóż koziołek. Obiegajka i koziołek powinny być tak ustawione, abyś pozycją swojego ciała mógł pomóc psu w wyborze zadania. Gdy wszystko jest gotowe, czasem mówisz psu (i pomagasz, jeśli się gubi), aby obiegł, a czasem, aby podebrał koziołek. Oczywiście bez wykańczania ćwiczeń. Nagradzasz wybór dobrego zadania.

Pomyśl, jak jeszcze możesz poćwiczyć z psem myślenie przy koziołkach. 

Podsumowanie:

Mam nadzieję, że ten wpis przybliżył Ci koziołkowe zabawy. Jeśli mogę coś jeszcze dorzucić. WYLUZUJ. Spinanie się przy tym ćwiczeniu na pewno nie zapewni sukcesu. Potraktuj to jako dobra zabawę, a Twój pies na pewno to doceni i przyniesie Ci aporcik, nawet o to nieproszony. Bez podgryzania:)