Czy psie błędy mogą wzmocnić zaangażowanie w trening? Angielskie podejście do szkolenia

Dwa lata temu usłyszałam o szkoleniowcu z Anglii, który pomaga niemieckiej oraz włoskiej reprezentacji obedience podnosić umiejętności w chodzeniu przy nodze oraz pracy z psimi emocjami. Temat mnie zainteresował. Szczególnie, że pracuję przede wszystkim z trenerami ze Skandynawii. Liczyłam więc na ciut inne podejście do pracy. I się nie przeliczyłam.

W czerwcowy, upalny weekend mogłam nareszcie sama się przekonać, co ma do powiedzenia Neil Short. Bo o nim dziś mowa:) Będzie… emocjonalnie! 😀

Nagroda prosto z serca, czyli „jamajkowe” szaleństwo

Jak ważne są emocje podczas nagradzania psa, chyba nikogo przekonywać nie muszę… A może jednak? Zdarzają się bowiem osoby, które stosują jedynie „czysty” klik i kulkę karmy… Zero emocji, zero zaangażowania. A jednak sami takowego od psiaków wymagamy. Dlatego Neil podczas piątkowego wykładu przekonywał o tym, jak ważne jest odpowiednie budowanie zaangażowania psa poprzez:

  • ganianie za jedzeniem (FOOD CHASE! – te hasło padało baaaardzo często podczas części praktycznej)
  • szarpanie się zabawką (tutaj również wymiana zabawki na zabawkę oraz dawanie psu wygrać)
  • wrzucenie we wszystko naszych emocji (serca) tak, aby pies czuł, że nam zależy, że nas to bawi, że jesteśmy z nim. Do mnie to przemawia, a do was?

Ale wyjaśnimy. Dlaczego mamy wkładać tyle emocji w psie szkolenie? Ponieważ wtedy pies pracuje dla nas za jedzenie, a nie dla jedzenia. Prowadzący zwracał więc uwagę na to, czy pies mówiąc „kocham cię” patrzy na… saszetkę lub czy oferuje kontakt, ale z naszą… kieszenią.

Muszę przyznać, że tu nas raz złapał. Przy trenowaniu podnoszenia aportu, Zuko patrzył mi na ręce pełne jedzenia, zamiast skupiać się na tym, co mówię… Remedium? Po podniesieniu koziołka, miałam tak chwalić Zuko, aby złapał kontakt ZE MNĄ. Wtedy dopiero mógł pogonić za wyrzuconymi parówkami. Kiedyś to było u nas zbudowane na blachę… Czasem jednak trzeba kogoś, kto powie ci, że masz „szit” w treningu i trzeba to zmienić.

 

Smaki, smaczki, smakołyki

Rozmiar jednak ma znaczenie 😀

Co Anglik proponuje na nagrody? Na pewno spore, wyróżniające się na trawie jedzonko. Chodzi o to, aby pies nie musiał szukać mikroskopijnych smakołyków w trawie, a z łatwością gonił za nimi… Pamiętacie? Food chase! Neil wymieniał więc: parówki, kawałki kurczaka, ugotowaną marchewkę. Oczywiście podkreślał również, żeby podnosić psu poprzeczkę i nie nagradzać go za to, co już dobrze umie. Porównał to z chwaleniem 2 letnie córki za dodanie do siebie dwóch jedynek… Dorosłej latorośli już by za to nie chwalił, a oczekiwałby, że zrobi duużo więcej. Ilu z nas utyka na nagrodzie co 3-4 kroki, sekundy lub co ćwiczenie?

 

Odpowiednie miejsce nagrody

Zawsze przykładałam bardzo dużą uwagę do miejsca wydania nagrody za dane zachowanie. Zabawa w kwadracie, smaki lądujące blisko lewego biodra w chodzeniu… Neil rozwinął ten „system” wręcz do perfekcji. Ta część jego przekazu bardzo mi się spodobała! To JAK i GDZIE wydamy nagrodę ma olbrzymi wpływ na zachowanie naszego psa. Przypominam sobie rysunek z książki pewniej norweskiej trenerki, która obrazowała uczenie się ćwiczeń przez psa poprzez rysowanie dymku nad jego głową z wizualnym umieszczeniem nagrody tam, gdzie ją dostanie, jak już wykona komendę… Jeśli więc mówisz „noga”, pies słysząc to hasło „widzi” w głowie, jak za to zadanie dostaje koło twojego lewego biodra nagrodę – więc dąży do tego miejsca. Chyba, że mówisz psu „noga” a on patrzy na ciebie nic nie rozumiejąc. Wtedy już wiesz co zrobi i co może być przyczyną. Zbuduj mu obrazek w głowie za pomocą wydawanych nagród w dobrym miejscu!

Nagroda za chodzenie jest dokładnie tam, gdzie chcemy, aby pies był podczas ćwiczenia.

Odpowiedni sposób nagradzania

To, co mi się szczególnie podobało to maksymalne wykorzystanie treningu na nasza korzyść. Można było to zaobserwować przy chodzeniu przy nodze. Jak już wiemy – zabawka przychodziła DO psa w pozycji. Mało tego. Tam też się z nim bawimy! Ważne, aby poruszać się przy tym do przodu i lekko w lewo. Dlaczego tak? Ponieważ wtedy pies pracuje bardziej lewa stroną swojego  ciała, wzmacnia ją i  co za tym idzie… mniej później odstawia zad przy pracy. Nieźle wykombinowane 😀

 

NIE dla „nie”

Dla niektórych osób nie istnieje trening bez mówienia psu, że czegoś mają nie robić lub robią to źle… Chyba już mają taki…nawyk. Ale problem z korektami może być taki, że nie nadają się dla delikatnych psów oraz nie mówią psu CO ma zrobić. Neil podkreślił również, że pies często wbrew naszym założeniom, nie wie za co został skorygowany. Za to bardzo dobrze pamięta negatywne emocje, które całemu wydarzeniu towarzyszyły. Poza tym… odpowiedzialność za trening leży po naszej stronie. Więc jeśli pies popełnia błąd, to tak naprawdę powinniśmy ukarać… samych siebie.

Jak więcej Neil koryguje zachowania?

 

Porażka rodzi sukces, czyli rozproszenia na maksa

Pokazaniu psu, że TRACI wybierając zachowanie dla nas niekorzystne, jest podstawą systemu szkoleniowego Anglika. Spotkałam się z tym również u Szwedów, ale myślę, że u Neila jest to jeszcze bardziej rozwinięte. Ważnym aspektem jest również stworzenie możliwości psu, aby to on sam ZDECYDOWAŁ, co zrobić w danym momencie. Jeśli decyzja będzie wypływała z niego, zachowanie będzie mocniejsze (podobnie jak przy >kształtowaniu zachowań< kontra >naprowadzanie<). Przykładów z seminarium mogę podać kilka:

  • Chodzenie przy nodze. Pies zostaje w tyle. Jedyną korektą jest w tej sytuacji zwiększenie tempa i poruszanie się po okręgach w prawo. Pies ma zdecydować czy dołącza do oddalającego się przewodnika. Jeśli tak, daje z siebie WIĘCEJ. I za to otrzymuje nagrodę: smak w pozycji (dla jej podkreślenia) oraz możliwość pobiegania za jedzeniem, aby nagroda wydała mu się „smaczniejsza” 🙂
  • Chodzenie przy nodze. Ktoś rozprasza nam psa. Pis odbiega, aby się pobawić lub zjeść coś super. Uważa, że właśnie wygrał w totka! Ale odkrywa, że przewodnik się oddala, jak gdyby mial innego psa lub ma właśnie jamajkowe szaleństwo. Na domiar złego pan rozpraszacz to nudny facet, który nagle już nie ma wspaniałej nagrody, za to namawia psa na „chwalenie Jezusa” 😉
  • Pozycje z marszu. Podobnie jak wyżej. Z tym, że biegnę do miejsca, gdzie pies przed chwilą jeszcze był i wciąż powinien 😉 i tam pokazuję, jak bardzo mi zależy na trawie na której siedział. Przecież to takie fantastyczne miejsce! Po 3 powtórce Wei zdecydował z całą mocą, że nikt i nic i nikt już go nie rozproszy. I nawet jeśli ruszył łapką przy tym – dostał ode mnie nagrodę, bo kluczem była jego decyzja. Nie precyzja czy szybkość wykonania ćwiczenia.
  • Zatrzymanie w przywołaniu (przykład z wykładu) – po zatrzymaniu psa, biegniemy do miejsca, w którym chcieliśmy, aby się zatrzymał i robimy dokładnie to, co w przykładzie wyżej. Szkoda, że zabrakło czasu, abym to przećwiczyła pod jego okiem 🙁

 

I kolejna sprawa. ROZPROSZENIA. Atrakcje, jakie serwuje Neil są MAKSYMALNE. Pytanie „co Twój pies kocha najbardziej?” padało przed tym, zanim prowadzący brał się za serwowanie naszym psom rozproszeń… Myślałam na początku, że zasugeruje mi wybór najlepszej nagrody, abym mogła jej użyć. Nic bardziej mylnego. Nagroda służyła do wyciagnięcia psa z pozycji i pokazania mu, czego tak na prawdę nie powinien robić.. Właściciel w tej sytuacji miał mieć swoja własną imprezę („jamajkowe szaleństwo) lub czekać, aż pies podejmie decyzję, że jednak wraca. Osoba rozpraszająca miała bowiem prawić psu kazanie – spokojnym i nudnym tonem. Wybór więc był prosty dla psa – wracamy do przewodnika!

Myślę, że takie reagowanie na psią porażkę to niezła sztuka. Warto się w niej jednak doskonalić, bo daje nam to jeszcze jedną ważną przewagę. Wolność od strachu o psie porażki… Bo to one, poprzez takie prowadzane treningu jakie proponuje Neil, prowadzą nas do sukcesu 😀

 

Chodzenie przy nodze – nie zgubisz mnie!

Twój pies gubi kontakt lub moc w chodzeniu przy nodze? I na to padło fajne rozwiązanie… Nie czekaj na psa. Zaskocz go i ucieknij mu. Skręć, przyspiesz, zacznij się cofać. Niech wie, że pociąg nie czeka. Do niego należy wtedy decyzja czy chce być w nim i mieć imprezę na kolejnej stacji. Takie przedstawienie psu sprawy sprawia, że się fantastycznie angażuje i energia wychodzi od niego. To był punkt na który mi Neil zwrócił uwagę przy pracy z Weiem. Przed chodzeniem robiłam sporo sztuczek oraz napinania za obrożę. Ale czy energia, którą później Wei pokazywał w pierwszych krokach chodzenia przy nodze była od niego czy jednak… ode mnie?

 

Pierś do przodu. Wzrok też.

Kolejnym ważnym aspektem było nie patrzenie na psa. Nie kontrolowanie go, nie odwracanie się do niego (wtedy odsyłamy psa od siebie). Przyznam, że trudne, bo kątem oka zawsze zezuję na swoje psy… Tutaj to pies ma się nas pilnować. My robimy swoje, on swoje. Pod zawody fantastyczne rozwiązanie! Od początku uczenia psa chodzenia przy nodze pokazujemy mu docelowe nasze ustawienie ciała i …nie przeszkadzamy w robocie.

 

Jezusowe alleluja

Uważam, że od Neila można zaadoptować sporo fajnych rzeczy, na które inni trenerzy nie zwracają uwagi. Jedną z takich „drobnostek” jest to, że osoba rozpraszająca ma nie ignorować psa, a „wychwalać mu Jezusa” 😉 Dlaczego ignorowanie nie jest dobre? Ponieważ pies ma mieć miłe skojarzenia z ludźmi, którzy kręcą się obok ringu. Nudny ton JEST miły. A że nudny, to pies wybiera przewodnika. Logiczne.

Niewątpliwym plusem dla mnie było to, że Neil jest bardzo gadatliwym, łatwo żartującym gościem, który wszystko omawia w bardzo barwny, śmieszny sposób. Trochę miałam wrażenie jakbym oglądałam Cyrk Mony Pythona. Zapewniało to luźną atmosferę, która sprzyja z kolei dobremu treningowi.

Jedynym minusem podczas tego weekendu było to, że w sobotę prawie wszyscy robili podobne ćwiczenie bazujące na chodzeniu przy nodze. Życzyłabym sobie zobaczyć większą różnorodność ćwiczeń, aby jeszcze lepiej zrozumieć angielską myśl szkoleniową. Bo warto:)

 

Ps: Neil Short będzie gościł w Toruniu w 2019 roku. Gdy tylko ustalę datę seminarium – wkleję tu link z wydarzeniem. Pozostańcie czujni 🙂