Dziecko oczami psa. Raczkowanie, czyli level hard. #2

Tak jak pojawienie się dziecka w naszym życiu może bardzo psy zestresować (zmienia się bowiem wszystko!), tak raczkowanie też jest tym momentem, który może generować sporo stresu… Oto bowiem mała poczwarka dostaje nóżek… Zaczyna być MOBILNA. A to oznacza tylko jedno – możliwość nachodzenia na odpoczywającego psa, przeszkadzanie mu w jedzeniu czy też wręcz „śledzenia go”.

Do napisania tego odcinka „Dziecko oczami psa” skłonił mnie właśnie etap, który właśnie mamy. Marcelina ma juz 8 miesięcy i od kilku tygodni raczkuje. Tak jak nie mogłam się tego doczekać, tak ewidentnie moje psy raczej na pewno nie kochają tego etapu. Może on być jedynie trochę równoważony z rozszerzaniem brzdącowi diety – ponieważ liczne kawałki warzyw spadają to tu, to tam.

Widzę u Zuko wzrost stresu. Obawia się to poprzez:

  • ogólne zwiększenie szczekliwości
  • warczy, gdy Marcela wydaje głośne dźwięki (płacz, śmiech)
  • odchodzi od niej szybciej niż wcześniej

Co robię?

  1. Staram się, aby miał więcej spacerów, gryzaków (obniżenie napięcia)
  2. Codziennie masuję go przez 10 minut (obniżenie napięcia)
  3. Płacz Marceliny staram się powiązać mu z przyjemnymi rzeczami np jedzeniem (kontrwarunkowanie)
  4. Pilnuję większych dystansów między nimi (szybciej zabieram Marcelinę, gdy zaczyna obierać kierunek „Zuko!”)
  5. Robimy wspólne sesje zabawy (np gdy mam młodą na kolanach to odrzucam smaki, wysyłam go na miejsce za które dostaje nagrody, robię sesję noseworków)