Pracujemy nad nastrojem, czyli 8 zastosowań parówki.

Chciałabym poruszyć temat, którego jeszcze na moim blogu nie było. Dziś będzie o tym, aby czasem wyjść z utartych schematów myślenia i spojrzeć na jedzenie czy zabawkę nie tylko jako… nagrodę. Zamykanie się w ramach powoduje, że jako trenerzy mamy mniej możliwości efektywnej, ciekawej pracy z czworonogiem. Zatem otwieramy głowę, tym razem u siebie!

 

„Parówka”, czy zawsze „za coś” czy czasem jednak „po coś?”

Pamiętam, jak wiele lat temu, przeczytałam proste zdanie, które dużo zmieniło w postrzeganiu szkolenia psów. Przytoczę więc panią Zofię Mrzewińską, bo to o niej tu mowa: ”nagrody nie dajemy ZA wykonany siad, ale po to, aby pies PONOWNIE usiadł <w podobnych warunkach>”. Genialne prawda? I tutaj docieramy do sedna mojego wpisu. Jeśli pies boi się/nie lubi/nie rozumie danego ćwiczenia – daj mu parówkę! Po co? A po to, aby zwiększyć szansę, że następnym razem wykona zadanie. Boisz się, że nagrodzisz go nie za to, co trzeba? Niepotrzebnie. Dziś zaczynamy pracę nad psim… nastrojem! Bo za nastrojem idą zachowania.

1. „Parówka” na ośmielenie

Jeden z prostszych przykładów pracy z psimi emocjami dotyczy miski, na której przeważnie trenujemy pracę zadu.

Gdy zaczynamy to ćwiczenie, czasem pies obawia się stanąć na stołku, a co dopiero tam „zatańczyć” (czyli aktywizować zad). Dlatego zaczynam pracę od tego, że „rozweselam” psa. Używam do tego ganiania za jedzeniem zamkniętym w mojej dłoni, które wydaje PRZY misce. Pies nawet nie musi na niej stanąć! Dzięki takiej pracy czworonóg zaczyna lubić biały przedmiot, bo wiąże się on z miłymi emocjami (czytaj „parówkami”;)). Bardzo szybko osiągam efekt, że pies sam zaczyna na miskę się pakować.

Podobnie postępuję w życiu codziennym w pracy z wchodzeniem na np. kamień czy zwalone drzewo. Boi się wejść? Nie robię z tego problemu – po prostu używam parówki w zabawowej formie OBOK przedmiotu.

Nigdy nie zmuszam psa do bycia w pobliżu przedmiotu/osoby/psa, którego się boi poprzez skarmianie go. Pies ma wtedy duży, niefajny konflikt: chce zjeść, ale się boi. I mamy impas. Z tego powodu jestem zdecydowanie przeciwna skarmianiu psa z ręki poprzez obce osoby. Co robię w zamian? Dużo lepszy efekt przyniesie ODRZUCANIE smaków od siebie na tzw. „wahadło” 🙂 Ale o tym może już w innym wpisie:)

2. Parówka na budowanie psich oczekiwań, czyli gdy twój pies nie lubi jakiegoś ćwiczenia

Przykład szczególnie mi bliski i bardzo aktualny. Wałkujemy to na każdym treningu. Wei nie przepada za zmianami pozycji. Wiele psów woli biegać niż w miejscu wywijać zadkiem w różnych schematach siad-stój-waruj… Dodatkowo przewodnik jest blisko, co może rodzić stres. My, „obidjensowcy”, mamy w zwyczaju czepiać się najmniejszych szczegółów. W tym przypadku ze zrozumiałych względów: przestawiania łapek. Ćwiczenie to wymaga wręcz mnóstwa powtórek. FUJ. Przez wiele miesięcy odpuściłam więc detale, ale pracowałam nad nastrojem Weia podczas tego ćwiczenia. Border dostawał wiele nagród, nawet jeśli ruszył łapkami. I okej, taka praca zajmuje sporo czasu, ale efekt w postaci dobrego nastroju mamy zapewniony! I dopiero na tej bazie zaczynam wymagać nieruchomych łapek. Jeśli jednak widzę, że Wei znów zaczyna się „zamykać”, pogarsza mu się nastrój – od razu odpuszczam dłubanie na poczet uśmiechniętej kity.

3. Parówka na zmniejszenie napięcia i rozładowanie stresu

Rozpraszanie przez innych np. podczas chodzenia przy nodze lub gdy trenujemy zostawanie, tudzież elementy z samokontrolą (otwartą/zamkniętą dłonią) mogą powodować duże napięcie w ciele i głowie psa. Koszt może być spory. Dlatego po takich ćwiczeniach rozluźniam psa poprzez DŁUGIE wyjadanie parówki. Chcę, aby nagroda trwała. Poza tym, staram się, aby takie ćwiczenia były krótkie.

4. Parówka… jako przerwa?

Cokolwiek ćwiczymy, robienie wielu powtórek mija się z celem. Bo albo psa zniechęcimy (obniżamy również „pewność siebie”) albo zbudujemy niekorzystne emocje, takie jak frustracja, złość. Dlatego po 1-3 (!) powtórkach pozwalam psu pobiegać przez chwilę za uciekającą parówką. To może być:

  • wahadło (rzucamy pojedyncze smaki raz w jedną, raz w drugą stronę),
  • zbieranie smaków z ziemi („am-am” – sygnał na wyjadanie rozsypanego jedzenia w trawie),
  • ciekająca, przymknięta dłoń z jedzeniem do wyjadania („kong”).

Dopiero po tym wracamy do zadań. Przeważnie i tak innych. Bo różnorodność w treningu jest tym, co nam bardzo psa angażuje 🙂

5. Parówka jako pokazanie psu, ze coś jest nie tak…

Czasem przydałoby się mieć w rękawie narzędzie, które podpowie psu, że to, co właśnie zaprezentował, jest lekko mówiąc… do bani 😉 W treningu unikam mówienia psu, że źle zrobił. Uważam, że w większości przypadków jest to zbyt ryzykowne. Ale mam do dyspozycji „stratę”, czyli parówkę uciekającą… Jakkolwiek by to nie brzmiało śmieję się wtedy z psa, co w połączeniu z uciekającą parówkę sprawia, że czworonożny sportowiec nie gaśnie, a wręcz przeciwnie – nabiera energii (na bazie frustracji). Ten wykrzesany „power” wrzucam natychmiast do kolejnego powtórzenia. Dbam, aby tym razem się udało. Nagradzam. To sprawia, że pies ma ładny kontrast: co się opłaca, a co się nie opłaca.

Gdzie najlepiej sprawdza się „strata”? W uczeniu DYNAMICZNYCH rzeczy jak:

  • poprawa prędkości w przywołaniu,
  • poprawa energii w „pac” (czyli szybkie waruj),
  • poprawienie pozycji przy chodzeniu przy nodze, gdy pies zostaje za bardzo z tyłu,
  • budowanie konkurencji do koziołka (gdy pies nie weźmie, to ja mu go ukradnę).

6. Parówka jako pokazanie tego właściwego miejsca

Zawszę podkreślam, aby nagradzać większą ilością smaków w miejscu, w którym chcemy, aby pies się znajdował. Podczas ćwiczenia chodzenia przy nodze staramy się, aby smaki lądowały do psiego pyska blisko naszego biodra, a w kwadracie – blisko drugiej taśmy. Dlaczego w ten sposób? Psy ucząc się „robią zdjęcie” całego kontekstu. Zapamiętują to gdzie, i jakie dostały nagrody. Jeśli zawsze nagradzam psa w kwadracie, będzie chętnie tam biegł przewidując sporą porcję parówek. Podobnie zadziała dostarczanie psu parówek do paszczy, gdy trenujemy „zostawanie” czy nawet zmianę pozycji. Nagrody za bycie w pozycji (a nie tylko ich zmiany), bardziej nam psa „zakotwiczą”. Wysłałeś psa na drzewo, ławkę, target? Idź i nagródź go TAM! Ten punkt możemy nawet pociągnąć o krok dalej.. Psy, które dopiero uczę, mogę nawet „nagrodzić” w kwadracie, nawet jeśli do niego… nie trafiły. Co osiągnę w ten sposób? W ich głowie to miejsce zacznie być WARTE zapamiętania i odwiedzenia przy następnej okazji (czytaj wysłaniu).

7. Parówka, aby pies umiał sobie poradzić z porażką

Czasem coś nam nie wyjdzie: pies nie trafi do kwadratu, nie znajdzie aportu czy ominie przeszkodę. Takie sytuacje zdarzają się również podczas zawodów. Czy to z mowy ciała (!), czy ze swojego pojmowania zadania, psy WIEDZĄ, że coś nie poszło. Przed nami jednak kolejne zadania, gdzie będziemy walczyć o punkty. Nie wszystko stracone. Dlatego, aby potrafić przejść nad porażką do porządku dziennego i mieć szansę na dalsze punkty – nagradzam psa za błędy. A dokładniej, podczas treningów, gdy coś nie wyjdzie, zatrzymuję go lub wołam do siebie. Oba zachowania nagradzam. Pies nie traci więc entuzjazmu, a ja uzyskuję szansę na dalszą walkę. Nie wiem co było tutaj pierwsze: to, że zaczęłam Weia tak prowadzić, czy to Wei wymusił na mnie te zmiany. Wiem natomiast, że takie podejście wiele zmieniło w mojej głowie. Dziś porażka nie jest dla mnie żadną przeszkodą. A już na pewno… nie psuje mi nastroju! 😉

8. Parówka, aby zmniejszyć strachy – życie codzienne

Tradycyjna parówka może również nam pomóc w życiu codziennym. Przyda się w sytuacjach, gdy pies się czegoś boi lub gdy się zbyt ekscytuje. Przy pierwszych oznakach niefajnych emocji zacznij przekierowywać uwagę psa na jedzenie. Koniecznie zwiększ przy tym dystans od tego, co go niepokoi. Wykorzystaj „wahadło”, „am-am” lub uciekające jedzenie w dłoni, aby mocniej zaangażować psa w nagrodę. Jeśli sprawisz, że poczuje się przy tym choć ciut lepiej, będziesz na dobrej drodze do przepracowania jego strachów. I nie bój się, że nagradzasz strach czy agresję – pracujemy z nastrojem! A jeśli ten jest dobry, pies nie będzie miał powodów zachowywać się „źle” ( w naszych kategoriach, bo wszystkie psie zachowania są po prostu… naturalnie dla tego gatunku).

Co jeszcze możesz zrobić na treningu, gdy zadanie nie idzie?

1. Zostaw temat na kilka tygodni – czasem to my potrzebujemy przerwy, kiedy coś nie idzie…

Po takiej przerwie możliwe, że podejdziemy z większym luzem do zadania. Już to zazwyczaj bardzo pomaga rozwiązać problem.

2. Zmień metodę – może na ten etap jest jeszcze ZA WCZEŚNIE, lub metoda jest źle dobrana. Pogadaj z innymi zawodnikami, jedź na seminarium, poczytaj.

3. Cofnij się do etapu, który wychodził i zostań na nim dłużej. Kolejny krok wykonaj dopiero wtedy, gdy będziesz miał wrażenie, że aktualny etap stał się dla twojego psa baaaardzo łatwy.

3. Wyjdź poza schemat – być może utknąłeś w jakimś „myśleniu”, które nie pomaga. Może gdzieś jest presja, którą pies od ciebie czuje i dlatego nie chce/nie lubi tego ćwiczenia?

 

Mam nadzieję, że pomogłam. Praca z emocjami nie jest taka trudna. Obserwuj swoje zwierzę. Staraj się je zrozumieć. Ono wszystko mówi. Tylko my musimy nauczyć się je słuchać. Ach. I parówka jest tu synonimem nagrody. Podstaw pod to hasło co tylko chcesz: kurczaka, wątróbkowe ciasteczka, suszone mięso, kulki karmy, pasztet w tubce, kawałki gotowanej marchewki.

Sprawdź również ten WPIS (12 sposób na udany trening).