Seminaria, warsztaty i obozy, czyli kopas w dupas!

Uwielbiam brać udział w seminariach prowadzonych przez innych instruktorów. Każdy z trenerów ma swój punkt widzenia, inne doświadczenia, wiedzę oraz elementy, na które zwraca uwagę. Dla mnie np. ważne są emocje psa podczas pracy. Chcę, aby czworonóg pracował dynamicznie, ale nie był nerwowy czy bardzo spięty. Dla innych bardziej liczą się np. detale, zaangażowanie czy szybkość wykonywania zadań. A że my wszyscy mamy tendencję do radykalizowania się, takiego „zafiksowywania” się na swoich metodach, rozwiązaniach, myśleniu – dobrze jest pojechać do kogoś innego, aby świeżym okiem spojrzał na nasz trening. Ostatnio udało mi się trenować z Weiem u Silvii Cacciatori oraz Neila Short. Co z tego wyniosłam?

 

Włoska energia i dbałość o relacje

Mam wrażenie, że ta włoska zawodniczka i instruktorka obi prześwietla człowieka na wylot i szybko wyłapuje takie rzeczy jak: presja, spieszenie się, niedbanie o komfort psa. Bardzo jest mi to podejście bliskie. Podczas czterech, 20- minutowych wejść, które miałam podczas seminarium zaplanowałam, że przepracujemy elementy, z którymi gdzieś tam się „bujam” z Wejuchą. Rozwiązania, które zaproponowała mi Silvia bardzo mi się spodobały. A oto niektóre z nich 🙂

  • Problem: wolne siady podczas chodzenia przy nodze. Rozwiązanie: w przewidywalny sposób się zatrzymywać. I oczywiscie duża nagroda JEDZENIEM.
  • Problem: słabe trzymanie koziołka po zaparkowaniu przy lewej nodze. Rozwiązanie: wysyłanie psa, bez odbierania koziołka, do kolejnego zadania i nagroda dopiero za ten element. Nie wcześniej. To sprawi, że Wei parkując, będzie się skupiał a nie „modlił się”, abym zabrała już ten koziołek 😉
  • Problem: wyszukiwanie patyczka węchowego „oczami”. Rozwiązanie: kładzenie swojego patyczka jako pierwszego i dopiero po tym dokładanie kolejnych, obcych drewienek.
  • Problem: ruszanie łapkami w zmianach pozycji na odległość. Rozwiązanie: trenowanie zmian pozycji w „parach” (siad – waruj, stój – waruj i siad – stój) z bliskiej odległości. Gdy pies jest zaangażowany, ale spokojny – pozwalamy mu zjeść smak, który ma między przednimi łapami („mur”).

 

Angielskie zaangażowanie i poczucie humoru

O Neilu już powstał wpis na tym blogu >KLIK< Dokładnie rok od naszego pierwszego wspólnego trenowania, mogliśmy się spotkać ponownie. Tym razem w Toruniu:) Co przyniosły treningi?

  • Problem: przewracanie pachołka. Rozwiązanie: nagradzanie Weia tylko wtedy, gdy jest „myślący”. Stawianie mu wyzwań, aby cały czas się rozwijał. Czyli zdanie „kto się nie rozwija, ten się cofa” w szkoleniu psów nie traci nie aktualności;)  I faktycznie, gdy Neil rozpraszał Weia podczas obiegania bardzo to go uspakajało i sprawiało, że… przestał potrącać obiegajkę. Podobnie działały wszelakie „overy” – ustawienie pod różnymi kątami dwóch pachołków i np. targetu do wysyłania „na przód”.
  • Problem: zwieszanie się podczas zostawania. Rozwiązanie: wesołe powroty ze wzrokiem wbitym gdzieś „za psa/” nad psem”. Pomoc w przyjęciu „aktywniejszej” pozycji „siad”. Łączenie całego procesu z wyrzucaniem smaka za Weia.
  • Problem: tracenie energii podczas chodzenie przy nodze. Rozwiazanie: Nie patrzenie na psa (w ten sposób stale go kontrolujemy, stresujemy i „odpychamy” do tyłu), zasuwanie dynamicznie po okręgach (w prawo, aby psa przysunąć i „podnieść” i w lewo, aby go bardziej ustawić w lepszej pozycji) oraz po prostych (nagroda dla psa).

Neil bardzo też przykłada wagę do tego, aby nasze nagrody były połączone z naszym sercem (wkładamy tam emocje oraz ruch) oraz, aby nasz trening był ciągłym wyzwaniem dla psa. Uważam, że ten instruktor jest mistrzem rozproszeń oraz utrudnia psu jego treningowego życia 😀 I jeśli myślisz, że psy czują wtedy presję czy „gaszą się”, bo wciąż mają „pod górkę”… to się mylisz! Neil przekłuwa „porażkę” psa na sukces. Sprawia, że pies zaczyna wtedy się skupiać, myśleć, próbować oraz …nabiera zaufania, że SAM może rozwiązać problem! To lubię!

I na koniec mały przykład tego działania: pies wysłany do kwadratu nie znajduje go. Nie ciskasz wtedy mu na czym tylko świat stoi, ale delikatnie śmiejąc się z niego, wlepisz oczy na kwadrat. Gdy pies nie wykazuje zrozumienia, gdzie powinien się udać, zaczynasz wolno iść w „dobrym” kierunku. Gdy psiak (nareszcie!) zaczyna kombinować, zatrzymujesz się – celem bowiem ma być jego aktywność, a nie twoja. Gdy psiak trafia w końcu do kwadratu pokazujesz mu jak bardzo cię to uszczęśliwia! Wynikiem procesu jest psi zawodnik, który potrafi myśleć, słuchać i naprawić swój „błąd”. Bezcenne. I jeśli teraz się zastanawiasz czy Neil będzie jeszcze w PL, aby się zapisać do niego na semi to spieszę donieść, że tak! Śledź na bieżąco stronkę na FB mojej szkoły: TEAM SPIRIT

Krótki filmik z seminarium z Neilem:

Co dają jeszcze wyjazdy na tego typu imprezy?

  • motywację do pracy, inspirację, nowe pomysły,
  • rozwiązanie problemów treningowych,
  • spotkania ze znajomymi,
  • oderwanie od rzeczywistości 😉
  • więcej czasu na spacery z psem,
  • możliwość treningu w nowym miejscu
  • przetrenowanie sytuacji, gdy wszyscy na ciebie patrzą 😛

Możecie się spodziewać kolejnego wpisu z serii „kopas w dupas” po mojej wyprawie w lipcu do fantastycznego trenera zwierząt… dzikich! Ciekawe co to spotkanie wniesie w moje obi treningi. Czuję, że WIELE! W sierpniu będę z kolei trenować z Oili Houtari z Finlandii! Wywiad z nią tutaj: >KLIK<